DOI: 10.19195/2082-8322.9.7 Dorota Dyksik ORCID: 0000-0001-9279-8678 Uniwersytet Wrocławski Od cytryn po nowe fryzury i dragi, czyli o tym, jak prowadzi ć komunikacj ę o nowotworach w czasach nieuwagi Rozpoznanie na kartach, podobnie jak na kartach gorączkowych, wiszących przy łóżku, pisaliśmy zawsze po łacinie. Słowo nowotwór nigdy nie było wymieniane z nazwy. Zastępowała je jedna litera (i na- wet teraz, gdy to piszę, pióro moje cofa się przed jej wymienieniem). Podobnie przy łóżku chorego, podczas wizyty, lekarze rozmawiali ze sobą głosem ściszonym, unikając drastycznych sformułowań, gęsto szpikując zdania żargonem łacińskim, by chory nie wszystko dosłow- nie przyjął, nie przestraszył się, by oszczędzić mu zgryzoty i lęku 1 . Andrzej Szczeklik, Kore Wstęp Nowotwór, zgodnie z zaproponowaną 50 lat temu przez R.A. Willisa, brytyjskiego onkologa, a funkcjonującą do dzisiaj defnicją, „to nieprawidłowa tkanka, która roz- rasta się w nadmiarze i w sposób nieskoordynowany z tkankami prawidłowymi” 2 . Znamion tej siejącej współcześnie strach choroby można jednak doszukiwać się na długo przed rozpoczęciem naszej ery. Hipokrates (460–370 rok p.n.e.), uznawany za 1 A. Szczeklik, Kore. O chorych, chorobach i poszukiwaniu duszy medycyny, Kraków 2007. 2 R.A. Willis, Spread of Tumors in the Human Body, London 1952, s. 167. Dziennikarstwo i Media 9, 2018 © for this edition by CNS