Paradoks trybunalski i koń trojański 23 marca 2016 | Rzecz o prawie Twierdząc, że ostatni wyrok Trybunału Konstytucyjnego jest nieważny, politycy Prawa i Sprawiedliwości postępują sprzecznie z regułami logiki. Wpadają bowiem w swoisty paradoks trybunalski. O tym, że jest to paradoks, świadczy fakt, że wszystkie jego rozwiązania prowadzą do nonsensu – uważają Maciej Pach i Adam Dyrda. Maciej Pach Adam Dyrda Rozwiązanie zawarte w ostatnim wyroku Trybunału przypomina te stosowane przez filozofów do rozstrzygania znanych od tysięcy lat logicznych paradoksów samoodniesienia, takich jak np. paradoks kłamcy. Opieranie się w swej argumentacji na takim paradoksie pozwala jednak uzgodnić z nią dowolny argument, a więc także taki, który może prowadzić do argumentacyjnej autodestrukcji. Znany od ponad dwóch tysięcy lat paradoks kłamcy jest następujący. Ktoś twierdzi: „ja teraz kłamię". Mówi on prawdę czy kłamie? Jeśli kłamie, to stwierdzając: „ja teraz kłamię", wypowiada prawdę, a więc, wbrew założeniu, nie jest kłamcą. Jeśli natomiast stwierdza prawdę, to znaczy, że de facto kłamie, co także przeczy wyjściowemu założeniu o jego prawdomówności. Argumentując w tę lub w drugą stronę, w powstałym paradoksie (czy ściślej: antynomii), prawda okaże się zawsze fałszem, a fałsz prawdą, co w zasadzie prowadzi do pozbawienia pojęć prawdy i fałszu jakiegokolwiek znaczenia. Paradoks ten nie jest jedynie abstrakcyjną zagwozdką filozoficzną. Pojawia się też w dziełach kultury powszechnej, zwykle jednak w kontekstach humorystycznych. Oto na przykład grany przez Seana Connery'ego Edward Pierce w filmie „Wielki napad na pociąg" (The First Great Train Robbery) z 1979 r., na pytanie swojej kochanki: „Czy ty zawsze kłamiesz?", odpowiada: „tak", czemu towarzyszy jego szeroki uśmiech. Zarówno dla widza, jak i dla kochanki jest jasne, że z takiej odpowiedzi może wynikać wszystko, innymi słowy, taka odpowiedź praktycznie nic nie znaczy. Skąd się bierze paradoks Odpowiedź jest banalnie prosta, choć udzielił jej dopiero w połowie ubiegłego wieku wybitny polski logik Alfred Tarski. Odróżniając dwa poziomy języka (język przedmiotowy, tj. język właściwy wypowiedzi i metajęzyk, czyli język, w którym ocenia się wypowiedzi przedmiotowe pod kątem prawdy lub fałszu), pokazał on, że to samo zdanie nie może stanowić kryteriów własnej prawdziwości (lub fałszywości). Źródłem paradoksu jest zatem próba stwierdzenia czegoś i jednoczesnego orzeczenia, że to stwierdzenie jest prawdziwe albo fałszywe. Jak uczy nas logika, nie da się tego zrobić za pomocą jednego zdania, bo wymagałoby to połączenia dwóch niepowiązanych z sobą płaszczyzn logicznych: płaszczyzny wypowiedzi i płaszczyzny jej oceny. Na czym polega podobieństwo opisanego paradoksu kłamcy do obecnej argumentacji Archiwum Rzeczpospolitej - Paradoks trybunalski i koń trojański http://archiwum.rp.pl/drukuj/1303797.html 1 of 5 23.03.2016, 10:30