Omawiane zjawisko można byłoby określić mianem zwro- tu światocentrycznego (Maj 2017, s. 44–45). Sama kategoria światocentryczności jest w narratologii i medioznawstwie dość nowa. Wprowadzona została przez Marie-Laure Ryan w ramach ogólnej klasyfikacji form narracyjnych na: (1) skon- centrowane na fikcyjnej historii (fabułocentryczne), (2) zbu- dowane wokół fikcyjnej postaci wiodącej (postaciocentryczne) oraz (3) te właśnie, których ośrodkiem jest rozwój fikcyjnego świata ( światocentryczne) (Ryan 2013, s. 382–383). Podział ten oczywiście nie powinien być traktowany zbyt zobowiązująco, lecz czysto użytkowo. Łatwo bowiem dostrzec, że innymi priorytetami kierować się będzie scenarzysta filmu o Bondzie, który musi zadbać przede wszystkim o spójność charakterystyki postaci wio- dącej z jej wcześniejszymi wcieleniami, a innymi – reżyser Ligi Sprawiedliwości (2017, Z. Snyder), zobligowany nie tylko do przedstawienia widzowi wszystkich spotykających się na ekranie superbohaterów, ale także do wiarygodnej ekspozycji Co to znaczy, że film osadzony jest w jakimś świecie? Albo, jak wolimy (nie bez przyczyny zresztą!) w takich wypadkach mawiać, w uniwersum? Co zmieniło się od czasu, kiedy cieszyliśmy się kolejnym odcinkiem przygód Jamesa Bonda, odgrywanym przez coraz to nowych aktorów? I, skoro już mowa o Bondzie, jak to możliwe, że wyprodukowanie 24 filmów o agencie 007 zajęło blisko pół wieku, podczas gdy Marvel Cinematic Universe liczy sobie ledwie ponad dekadę? Wreszcie, skąd nagła potrzeba tworzenia filmowych uniwersów? Krzysztof M. Maj Słowo „film” znaczy świat Iron Man 3 P o pierwsze, nie jest rzeczą przypadku, że więk- szość najbardziej dochodowych serii filmowych jest dziś częścią jakiegoś większego świata (MCU, DC Extended Universe, świat Gwiezdnych wojen czy Świat Czarodziejów), a po drugie – że osadzona jest w realiach fan- tastycznych. Filmy te nie tworzą zarazem typowych narracji seryjnych, rządzących się logiką przyczynowo-skutkowych związków pomiędzy kolejnymi odsłonami cyklu, lecz wyma- gają od widzów podejścia zupełnie innego rodzaju. Oglądając Avengersów (2012, J. Whedon), nie oczekujemy bowiem kontynuacji historii przedstawionej we wszystkich częściach Iron Mana, a udając się na seans Zbrodni Grindelwalda (2018, D. Yates), prawie nie dostrzegamy już, że jest to kontynuacja adaptacji fikcyjnego podręcznika do magizoologii. Nawyki i style odbioru ulegają zatem na naszych oczach raptownej zmianie, której najczytelniejszym przejawem jest odwrót od podążania biegiem konkretnej historii na rzecz koncentracji na kierunkach rozwoju powstałego wcześniej świata. 6 3–4/2019