139 Esej Antybaśń o Szeli Przemysław Czapliński — Zaklad Antropologii Literatury, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu Baśń o wężowym sercu to dzieło niezwykłego talentu, hojnej wyobraźni, kilkuletniej pracy. A także dowód niezależności autora, który wkraczając w sam środek zbiorowych sporów o Szelę, postanowił nie wzmac- niać żadnej z dotychczasowych wersji. Stworzył Szelę własnego, osobnego, nieprzysiadalnego. Częściowo decyduje o tej osobności rozłożenie materiału fabularnego: czterystustronicowa powieść poświęca powstaniu chłopskiemu 1846 roku zaledwie dwa ostatnie rozdziały. Całość, śmiało parafrazująca biografię Szeli, zaczyna się od wczesnej młodości bo- hatera: wkraczamy w świat jego pierwszych miłości, towarzyszymy mu, gdy idzie odrabiać pańszczyznę, widzimy pierwszą i drugą karę chłosty… Autor wyko- rzystał przy tym biografię Szeli do rozrzedzenia hi- storii zbiorowej, co także sprzyja efektowi obcości: narracja nie posługuje się datami, więc nie wiemy, czy rzeź wybuchnie już za chwilę, czy jeszcze musi dojrzeć. Takie obserwowanie powieściowych wyda- rzeń jako potencjalnych momentów rewolty prowadzi do wniosku, że w XIX-wiecznej Galicji innych mo- mentów nie było. Po lekturze Baśni o wężowym sercu właściwie dziwi nie to, że chłopi ruszyli na panów, lecz że zrobili to tylko raz. Gdyby autor zdecydował się rzezi nie przedstawiać (o co zacząłem go podej- rzewać i czemu bardzo sprzyjałem), powieść i tak mówiłaby o upokorzeniu, które dziś uznalibyśmy za wystarczający powód do buntu. Nawet zatem ba- śniowy Szela pozostaje dla polskiej kultury groźny. Okrutny, ale nieszkodliwy Szela od stu lat z okładem powraca jako wyrzut su- mienia, problem, drażliwe pytanie. Pojawia się nie- zbyt często, ale zawsze jako figura znacząca. W drugiej połowie XIX wieku straszono nim dworki i miasta. We wczesnym poemacie Zbój gali- cyjski z roku 1846 (1848) Władysław Ludwik Anczyc wmawia Szeli antychrześcijańską rozpacz: umiera- jący w nędzy i osamotnieniu bohater wyznaje swoje zbrodnie („Ja mordowałem i starców, i matki, / Gru- chotał[em] czaszki, trzaskałem ramiona, / Paliłem dwory, a niewinne dziatki / Wypruwałem z matek łona”) i sam siebie wyklucza ze zbawienia („O nie, nie dla mnie słowa przebaczenia, / O nie, nie dla mnie żal święty i skrucha, / Jam syn czarta, potępie- nia!!… / Krzyknął morderca i wyzionął ducha”), ale towarzyszący mu ksiądz, „co mało nie zginął z rąk wroga / Wśród czasów rzezi i mordu strasznego, / Ukląkł i z płaczem modlił się do Boga / Za zbója galicyjskiego”. Dużo powszechniejsze były chyba jednak reakcje dokumentarne: ksiądz Stefan Dem- biński w przedmowie do książki Rok 1846. Kronika dworów szlacheckich zebrana na pięćdziesięcioletnią rocznicę smutnych wypadków lutego (1896) wymie- nił kilku kronikarzy (Sala, Tessarczyk, Schnür-Pe- płowski), co świadczy o obfitym już wówczas zbio- rze materiałów historycznych. Dominowała w nich perspektywa dworkowa – pełna przerażenia i potę- pienia. Dembiński taktownie dystansował się wo- bec tego ujęcia. Według niego wydarzenia roku 1846 były rewolucyjne u podstaw, zdziczałe w spełnieniu. Dembiński nie wahał się zestawić rabacji galicyjskiej z rewolucją francuską, choć uczynił tak nie po to, by przyznać chłopom rację, lecz by stwierdzić, że od schyłku XVIII wieku każda rewolucja natychmiast wyradza się w zbrodnię. W przypadku rabacji gali- cyjskiej winę ponosił według niego niesprawiedliwy ustrój, obcy prowokatorzy (podżegający do narodo- wej waśni) oraz sami zbuntowani („lud wiejski jako narzędzie w obcem ręku zawinił” [Dembiński 4]), któ- rzy zamiast drogi dialogowej wybrali mordowanie. Piśmienność i dostęp do sfery publicznej de- cydowały o tym, że Szela był opisywany i osądzany z perspektywy kultury dominującej – narodowej, ka- tolickiej, dworkowej. Kultury, która za wszelką cenę chciała rabację galicyjską utrwalić jako jednoznaczny dowód zbrodniczych skutków wynikających z oddol- nego zmieniania świata. Chłopi, jak wynikało choć- by z kroniki Dembińskiego, powinni byli czekać na zmiany prawne dokonywane przez władzę, zwłasz- cza że „dwory tak złemi nie były, jak je warchołowie przedstawili i przedstawiają” [4]. W ten stan świadomości wkroczył Stanisław Wyspiański. W Weselu (1901) Szela nie jest zarzutem (kierowanym pod adresem chłopstwa bądź Austria- ków), lecz wyrzutem – pamięci, sumienia, celowej